niedziela, 4 grudnia 2011

Kandyzowany imbir i syrop imbirowy


Postanowiłam przestać. Nie, nie piec, wczytywać się w przepisy, czy wymyślać, czego ja to jeszcze nie zrobię. Nie, nie, nie. Przestanę już obiecywać, że znajdę czas, że będę częściej pisała. Zamiast tego, kiedy tylko nadarzy się okazja, po prostu to zrobię!
Cóż, nie myślałam, że stanie się tak, że nie będę już miała z czego tego czasu wyszukiwać. Dwa kierunki studiów pochłaniają, praca pochłania, a próby spełnienia siebie i swoich marzeń dopełniają całości. Ale to pewnie tylko kwestia priorytetów. Prawie nie śpię, nie jestem w stanie ogarnąć tego, co się dzieje wokół mnie, ale codzienną dawkę przepisów przeczytać muszę. Ot co.
Ze zdumieniem (przerażeniem?) odkryłam, że jest już grudzień, za 3 tygodnie święta, a zewsząd otaczają mnie pierniczki! Musiałam coś z tym zrobić.
Imbir.
Nie będę się rozpisywała nad smakiem. Jest pyszny. Nie za ostry, słodki. Syrop idealny do herbaty, do polania ciasta, lodów, czy czego dusza zapragnie. Koniecznie do zrobienia właśnie teraz.

Cytuję za oryginałem stąd.


Składniki

  • 500 g imbiru świeżego
  • 800 g cukru (dałam pół na pół z trzcinowym)
  • 1 litr wody
  • szczypta soli
  • cynamon (dałam od siebie i uważam, że był to absolutnie wspaniały pomysł)


Przygotowanie

Imbir obrać ze skórki i pokroić na dosyć cienkie plasterki (ok 1,5 do 2 mm). Przełożyć imbir do rondelka o grubym dnie i nalać tyle wody, by imbir był przykryty. Zagotować, następnie zmniejszyć ogień i gotować na bardzo wolnym ogniu przez ok 10 min. Odcedzić, ponownie zalać imbir zimną wodą i powtórzyć gotowanie.
Wodę, cukier, sól, cynamon oraz odcedzony imbir wymieszać w rondelku i gotować tak długo, aż syrop osiągnie temperaturę 106 stopni C. Jeśli nie posiadamy termometru cukierniczego gotujemy syrop tak długo, aż będzie miał konsystencję ciekłego miodu (ważne, by syrop gotować na bardzo wolnym ogniu).
Jeśli chcemy otrzymać "suchy" imbir kandyzowany, odcedzamy płatki imbiru z syropu, przekładamy np. na papier do pieczenia wysypany odrobiną cukru (z cynamonem ;)) i jeszcze ciepły obtaczamy w cukrze. Pozostawiamy do całkowitego wyschnięcia.
Jeśli chcemy przechowywać imbir bezpośrednio w syropie, pozostawiamy preparację do wystygnięcia (na min. godzinę lub na całą noc), a następnie przekładamy do czystych słoiczków i przechowujemy w chłodnym miejscu (najlepiej w lodówce), do roku.
"Suchy" kandyzowany imbir można przechowywać w temp. pokojowej (szczelnie zamknięty) przez kilka miesięcy.
Smacznego!




wtorek, 13 września 2011

Trufle kawowe


Nie mam pojęcia, co kawa ma takiego w sobie, że tak bardzo ją lubię. Pewnie, kofeina, zastrzyk energii i te sprawy, ale piję ją chyba bardziej ze względu na ten smak. Po prostu lubię smak kawy. Ale nie mocnej, czarnej "siekiery", po której może zakręcić się w głowie, ani też nie mleka z plamką kawy (tak, tak, mowa tu o modnym ostatnio latte macchiato). Najbardziej lubię taką pomiędzy. Z mlekiem, ale bez przesady. I koniecznie z pianką i cynamonem!
Odkąd znajoma Włoszka powiedziała mi, że to, co my (nie Włosi) nazywamy kawą, to tylko "brudna woda", a jeśli chcę wypić prawdziwą kawę, to powinnam przyjechać do niej, zaczęłam się naprawdę zastanawiać nad smakiem, jego pochodzeniem, działaniem itp. Póki co wciąż jestem na etapie pogłębiania wiedzy na ten temat. Próbuję, porównuję, opiniuję.

Na chwilę obecną sama już nie wiem, czy lubię kawę bardziej ze względu na jej smak, czy okoliczności w jakich ją piję, a które zawsze związane są z chwilą wytchnienia, przerwy, spotkania ze znajomymi.

Jakiś czas temu zrobiłam tort kawowy (ale o tym później ;) ), któremu towarzyszyły takie oto trufelki. Przede wszystkim ze względu na smak (chociaż okoliczności być może też) warto ich spróbować. Są mocno kawowe, mocno czekoladowe i nie za bardzo słodkie. Takie do zjedzenia jednego, czy dwóch i odczucia pełnej satysfakcji :)
Przepis z książki "Wielka księga czekolady" (o której pisałam już tutaj)



Składniki

  • 125 g grubo krojonej, gorzkiej czekolady
  • 3 łyżki śmietanki 36%
  • 2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
  • 1/2 łyżki likieru kawowego (dałam 1 łyżkę)

Wykonanie

W naczyniu z podwójnym dnem i lekko (!) wrzącą wodą rozpuścić czekoladę ze śmietanką. Odstawić do ostygnięcia.
Wymieszać kawę z likierem i dodać do czekolady. Schładzać w lodówce przez ok. godzinę, aż masa zgęstnieje.
Łyżką wyjmować porcje masy, formować je w okrągłe kule i wkładać do naczynia wyłożonego pergaminem. Masy powinno wystarczyć na około 12 sztuk. Przykryć i schładzać w lodówce aż do zesztywnienia.
Gotowe trufle obtoczyć w kakao.

Smacznego!

środa, 31 sierpnia 2011

Ciasto z owocami i kruszonką



Takie najprostsze ciasto. Bez kombinacji, urozmaicających smak składników, oryginalnych sposobów przygotowania. Ot, takie zwykłe ciasto, które pasuje do każdych owoców.
Szczerze mówiąc oczekiwałam bardziej puchatego ciasta, lekkiego i pachnącego delikatnie masłem. Piekłam jednak z podwójnej porcji, więc może w oryginale byłoby bardziej puszyste? Chociaż wątpię, żeby miało to jakikolwiek wpływ. Wyszło bardzo dobre, ale jak dla mnie, to jednak za suche. Za to inni wcinali aż im się uszy trzęsły!
Mimo wszystko polecam, bo spróbować warto. Do po południowej herbaty idealne :)
Przepis znaleziony na tym blogu (proporcje według oryginału) :)


Składniki

  • 175 g mąki
  • 25 g mąki ziemniaczanej
  • 100 g miękkiego masła lub margaryny
  • 125 g cukru
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego
  • 3 jajka
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
Kruszonka
  • 1/2 szklanki mąki
  • 5 łyżek cukru
  • 16 g cukru waniliowego
  • 60 g roztopionego masła
  • 1/2 łyżeczki cynamonu (dodatek ode mnie)

Ponadto

  • dowolne owoce (u mnie była to mieszanka owoców z przetworów: wiśni, malin i porzeczek)

Wykonanie
Masło utrzeć z solą, cukrem i cukrem waniliowym. Cały czas miksując dodawać po jednym jajku. Na koniec dodawać stopniowo mąki wymieszane z proszkiem do pieczenia. Ciasto wyłożyć do tortownicy o średnicy 26 cm (i w takiej właśnie piekłam), wysmarowanej masłem i posypanej bułką tartą.
Wszystkie składniki na kruszonkę wyrobić między palcami. Owoce umyć, osuszyć (odsączyć).
Owoce ułożyć na cieście, posypać kruszonką.
Piec ok. 30 min. w 200 stopniach C.

Smacznego!

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Lody jogurtowe



Uwielbiam lody. O każdym smaku i w każdym stanie skupienia. Nie wiem, co lody mają takiego w sobie (poza tym, że są ukojeniem w upalne dni), że lubią je wszyscy. Naprawdę, długo się zastanawiałam i doszłam do wniosku, że nie znam żadnej osoby, która nie lubiłaby lodów!
Jako że ostatnimi dniami upały szalały chyba w całej Europie, to nie zjedzenie choćby odrobiny tego zimnego smakołyku byłoby wręcz grzechem. Osobiście jednak nie lubię mocno słodkich i "ciężkich" lodów, kiedy z nieba spada żar, dlatego pomyślałam, że takie jogurtowe lody byłyby idealne. Pewnie, że to nie to samo, co orzeźwiający sorbet, ale jednak. Są lekkie, waniliowe, nie za słodkie i ZIMNE :)

Do zrobienia ich nie trzeba maszyny do lodów, warto jednak zaopatrzyć się w zapas cierpliwości, podczas czekania aż się zamrożą i w czasie mieszania.
I warto zjeść je w miarę szybko, bo im dłużej czekają w zamrażalce, tym trudniej je później mieszać i może zrobić się z nich (pyszna, ale jednak) jogurtowa bryła lodu ;)
Przepis znaleziony tutaj.



Składniki

  • 700 -750 g jogurtu tureckiego (lub greckiego), gęstego jogurtu o zawartości tłuszczu około 10 %
  • ok. 120 - 150 g cukru (najlepiej cukru pudru)
  • 2 łyżeczki cukru z prawdziwą wanilią
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (zamiast tego dodałam ziarenka 1/3 laski wanilii)
  • 1 łyżka wódki czystej (opcjonalnie, żeby lody były dłużej miękkie w zamrażarce (chociaż ja nie zauważyłam takowego efektu) i jeśli lody będą dla dorosłych)
  • 100 ml śmietanki 30 % (taki dodatek ode mnie. Dzięki temu smak jogurtu nie jest aż tak mocno wyczuwalny)


Wykonanie
Wymieszać wszystkie składniki na jednolitą konsystencję, tak aby cukier całkowicie się rozpuścił (niekonieczne w przypadku cukru pudru).
Maszyna do lodów: Wstawić do lodówki na min. godzinę. Przelać schłodzoną masę do maszyny do lodów i wyrabiać tak długo, aż uzyskamy oczekiwaną konsystencję.
Brak maszyny do lodów: Po wymieszaniu wszystkich składników wstawić do zamrażarki. Mieszać ponownie całość mniej więcej co godzinę, aby rozbijać kryształki lodu (najlepiej używać do tego widelca, im dokładniej tym lepiej) i ponownie wstawić do zamrażarki. Powtarzać tę czynność kilka razy (wiadomo, im więcej tym lepiej).

Smacznego!

wtorek, 9 sierpnia 2011

Tarta cytrynowa z bezą



Przyznaję, że nie tak miało być. Sesja miała się skończyć i miałam mieć wakacje i mnóstwo czasu, słońca i odpoczynku. Sesja co prawda się skończyła, ale ani o tzw. "wakacjach", wolnym czasie i słońcu (!) nie może być mowy.


W poprzednim wpisie wspomniałam, że wrzucę przepis na babeczki pieczone w foremkach własnej roboty. Dłuuuugo szukałam tego przepisu, ale gdzieś mi się zawieruszył i nijak nie potrafię go znaleźć. Zapewniam jednak, że owe foremki na muffiny nadają się do każdego przepisu. 
Te moje wyglądały tak:


A jako, że nie podzielę się dzisiaj z wami przepisem na muffinki, to zachęcam do spróbowania tarty z kremem cytrynowym (na którą przepis znalazłam tutaj) :)
Na początku ostrzegam: grozi zasłodzeniem! To naprawdę najsłodszy krem jaki kiedykolwiek było mi dane przygotować. Pyszny. Ale niesamowicie słodki. Idealnie jednak pasuje jednak do ciasta, które nie ma ani grama cukru, więc równowaga smakowa została jak najbardziej zachowana. A do tego ta cudnie delikatna bezowa pianka.... Warte grzechu!



Składniki i wykonanie
Spód
  • 180 g mąki
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 110 g zimnego masła
  • 35 g zimnej margaryny
  • 40 ml zimnej wody

Z podanych składników szybko zagnieść ciasto. Można wykorzystać do tego robot kuchenny.
Ciastem wyłożyć spód i brzeg wysmarowanej wcześniej masłem formy do tarty o średnicy 26 cm. (użyłam formy o śr. 24 cm., przez co zostało mi trochę kremu [który błyskawicznie został zjedzony ;)], a beza jest nieco wyższa).
Wstawić do lodówki na minimum godzinę.

Piekarnik nagrzać do 190 st C. Wstawić formę z ciastem i piec ok. 20-25 minut. Ciasto powinno się zrumienić.


Krem

  • 30 g mąki ziemniaczanej
  • 260 g cukru pudru
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 270 ml wody
  • 55 g masła
  • 4 żółtka
  • 70 ml soku z cytryny
  • 1 łyżeczka skórki startej z cytryny (dałam więcej)

Beza

  • 4 białka
  • 1 łyżeczka soku z cytryny
  • 110 g cukru pudru
  • 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej
  • 70 g wody
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego (użyłam cukier z prawdziwą wanilią)

Krem
Mąkę ziemniaczaną, cukier i sól wsypać do rondelka i dokładnie wymieszać. Wlać powoli wodę, ciągle mieszając trzepaczką. Zagotować na bardzo małym ogniu, mieszając do czasu aż się zagotuje. Dodać masło, wymieszać i zdjąć z ognia.

Łyżkę masy dodać do żółtek, wymieszać. Następnie żółtka wlać do garnka z masą, dodać sok cytrynowy i skórkę. Wymieszać i gotować kolejne 2 minuty.
Gorący krem położyć na upieczonym spodzie, przykryć folią spożywczą, co zapobiegnie powstawaniu kożucha na kremie i teraz przygotować bezę:


Beza
Białka i sok z cytryny ubijać trzepaczką lub mikserem do czasu, aż piana potroi swoja objętość.
Powoli dodawać cukier, nadal miksować.

Mąkę wsypać do rondelka, wlać wodę, wymieszać dokładnie i delikatnie podgrzać. Kiedy zacznie się robic kisiel (po ok. 30 sekundach), dodać wanilię i całość wlać do ubijającej się piany. Ubijać jeszcze chwilę, po czym pianę wyłożyć na gorący krem cytrynowy.

Wstawić do piekarnika nagrzanego do 190 st C i piec ok. 10-15 minut - do czasu aż piana będzie lekko złocista.

Wyjąć z piekarnika, ostudzić i odstawić na kilka lub kilkanaście godzin w chłodne miejsce (najlepiej do lodówki). Tarta smakuje najlepiej dzień po upieczeniu (!).

Smacznego!


środa, 29 czerwca 2011

Foremki na muffiny, czyli zrób to sam!


Nie znam osoby, która by nie lubiła muffinek. Poza tym, że to jedne z najłatwiejszych, najszybszych i najsmaczniejszych wypieków, to w dodatku pasują niemal na każdą okazję! Czy to ważne przyjęcie, spotkanie ze znajomymi, czy po prostu poranna kawa, taka babeczka zawsze świetnie się odnajdzie.
W dodatku w czasie ich pieczenia można naprawdę puścić wodze wyobraźni! Na słono, słodko, zdrowo i rozpustnie. Na kolorowo, na skromnie, na wytwornie, na jakkolwiek. Muffiny nie dają się nie lubić.

Ale żeby nie było tak pięknie, zawsze pojawiają się jakieś utrudnienia. Kiedyś życie komplikował mi brak formy. Jakież było moje rozczarowanie, kiedy podczas pierwszego wypieku babeczek, zamiast puchatych pyszności, jak z reklamy, wyszły mi płaskie ciastka w papierowych foremkach! Kupienie formy było wtedy absolutnym priorytetem, a po jego spełnieniu, babeczki wychodziły idealnie.


Wtedy pojawiło się kolejne utrudnienie. Co z tego, że muffinki są tak proste i szybkie do zrobienia, skoro nie noszę mojej superformy wszędzie ze sobą w torebce, obok kluczy od domu? Pewnie, że można znowu denerwować się i wciąż kupować papierowe papilotki (do nich samych nic nie mam, używam ich przy pieczeniu w formie. Są ładne i kolorowe i w ogóle), których połowa się marnuje w czasie napełniania ich ciastem. Zresztą jeśli chodzi o zakup takich papierowych foremek, to też nie jest takie jasne i oczywiste, bo jest jeszcze wiele miejsc, gdzie takowych dostać nie można.

Ale jak zwykle: jest problem, jest rozwiązanie.


Wiele słyszałam o foremkach własnej roboty, ale jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby je zrobić. Dopiero kiedy zmusiła mnie do tego sytuacja, postanowiłam wziąć się do roboty! Miałam wątpliwości, czy się nie "rozleją" i czy babeczki wyrosną. Wyrosły.

Poza bawieniem się w wycinanie kwadratów, widzę same korzyści. Tanio, szybko i wygodnie :) Muffinki wyszły puchate, nie musiałam się martwić, że nie mam formy i w dodatku sama regulowałam sobie ich wielkość.

Absolutnie idealnie.

Przepis na mufiinki później, a póki co:

FOREMKI NA MUFFINY DIY! 
(na które pomysł znalazłam na tym blogu)

Składniki (na 12 foremek ok 6 cm)
  • 12 pasków folii aluminiowej o wym. ok. 14x28 cm.
  • 12 kwadratów papieru do pieczenia o wym. ok. 14x14 cm.
  • 1 szklanka o dolnej podstawie ok. 6 cm. (ja użyłam mniejszej)
Wykonanie
Każdy pasek folii aluminiowej złożyć na pół, tworząc 12 kwadratów o boku ok. 6 cm.




Na każdy kwadrat folii aluminiowej położyć kwadrat papieru do pieczenia. Na środku postawić szklankę, dłonią przyłożyć folię do boków szklanki, dokładnie ją przygniatając. Folia powinna dobrze przylegać do boków szklanki.




Wyjąć szklankę i foremki są gotowe.

Po upieczeniu wyciągamy muffiny z folii aluminiowej, lekko rozchylając jej brzegi. Takich "foremek" można użyć parę razy, zmieniając tylko papier do pieczenia (czyż to nie cudowne? toż to inwestycja w przyszłość!)
Poza tym zachęcam do bawienia się wielkością i kształtem, w końcu teraz nic nas nie ogranicza!




środa, 15 czerwca 2011

Sernik Amaretto



Mam zaszczyt przedstawić najlepszy sernik, jaki dany było mi kiedykolwiek przygotować i jeść! Dłuuuugo się naczekał na wstawienie go tutaj (to, co wyczekane lubi się bardziej?). Moja dziura czasowa zupełnie mnie wciąga ostatnimi czasy. Dlatego dzisiaj - w ramach przerwy między egzaminami - czasu troszkę znajdę!


A jest na co - sernik upiekłam z tego przepisu (zmieniłam tylko spód, jako że przepadam za spodami ciasteczkowymi), bo bardzo lubię smak Amaretto. Chciałam czegoś delikatnego, rozpływającego się w ustach i kremowego. W życiu nie spodziewałam się, że ten sernik wyjdzie taki pyszny! Jest taki lekki i kremowy! Taka serowa chmurka! (tak, to zdecydowanie najtrafniejsze określenie).


Ważne! Masy serowej (i ciasteczkowej) z podanych ilości wychodzi naprawdę dużo! (w większości to zasługa powietrza, bo masa jest absolutnie, niesamowicie puszysta). Poza sernikiem pieczonym w tortownicy o śr. 24 cm., wyszły mi jeszcze 3 miniserniczki (pieczone w malutkich keksówkach o bokach dł. 7 cm)




Składniki


Spód

  • 250 g ciastek pełnoziarnistych
  • 130-150 g masła

Masa serowa (składniki muszą być ogrzane do temperatury pokojowej):
  • 1 kg tłustego twarogu sernikowego zmielonego trzykrotnie (użyłam gotowego serka na serniki) 
  • 250 ml śmietanki kremowej 36% 
  •  6 jajek, oddzielone żółtka od białek 
  •  1 i 1/2 szklanki cukru pudru (dałam 1 szklankę z kopcem) 
  •  1 torebka budyniu waniliowego 
  •  2 łyżeczki ekstraktu z wanilii 
  •  4 łyżki likieru Amaretto (dałam więcej - ok 7 łyżek i parę kropel aromatu migdałowego)

Wykonanie
    Ciasteczka dokładnie pokruszyć (najlepiej tłuczkiem).Wymieszać z roztopionym masłem. Tortownicę o średnicy 24-26 cm (ale jak już wspomniałam, składniki wystarczą na dużo większą) wyłożyć folią aluminiową, a na nią wyłożyć masę ciasteczkową (boki posmarować masłem i oprószyć startymi migdałami). Wstawić do lodówki. 
    Piekarnik nagrzać do 165 stopni. Kratkę ustawić w środkowej części piekarnika. Na dolną półkę piekarnika wstawić dużą formę do pieczenia i wlać do niej zagotowaną, wrzącą wodę z całego jednego czajnika. Śmietankę kremową wymieszać z twarogiem sernikowym. 
    Żółtka umieścić w misie miksera, dodać 1 szklankę cukru pudru i ubijać przez 10 minut, aż masa będzie puszysta i kremowa. Ciągle miksując (ale na zmniejszonych obrotach miksera) dodawać po ok. 2-3 łyżki masy serowej, na zmianę z sypkim budyniem. Na koniec dodać ekstrakt z wanilii i likier Amaretto, zmiksować. W oddzielnej misce ubić białka na sztywną pianę, razem ze szczyptą soli. Następnie, stopniowo dodawać pozostały cukier puder (1/2 szklanki, wg oryginału), cały czas ubijając. Białka delikatnie połączyć z masą serową. 
    Masę wyłożyć na przygotowany spód, wyrównać powierzchnię i wstawić do piekarnika (jeśli chcemy zachować biały wierzch sernika, na wierzch kładziemy papier do pieczenia). Ja dodatkowo posypałam sernik płatkami migdałowymi. Zwiększyć temperaturę do 175 stopni i piec przez ok 50 minut (ale to zależy od piekarnika. Ja piekłam dużo dłużej). 
    Po zakończeniu pieczenia, nie otwierać piekarnika, zostawić sernik w zamkniętym piekarniku na 20 minut (25 minut, jeśli pieczony z przykryciem z papieru). Cała masa serowa ma być ścięta. Następnie stopniowo otwierając drzwiczki, studzić sernik. Wyjąć na kratkę i całkowicie ostudzić. Wstawić do lodówki na całą noc (ale sernik może być już dobry po 4 godzinach chłodzenia).
Smacznego!


czwartek, 28 kwietnia 2011

Babka marmurkowa



Babka jeszcze świąteczna. Ale osobiście uważam, że można ją upiec nie tylko w czasie świąt, bo idealnie pasuje do kubka kawy, herbaty, mleka, kakao itp., itd.
Jest naprawdę smaczna! Niby ot, zwykła baba, ale muszę przyznać, że zasmakowała mi bardzo i jeszcze nie raz ją upiekę. Szczególnie, że znika w tempie absolutnie błyskawicznym.


I ostrzegam - dodanie kakao, zamiast czekolady, byłoby przestępstwem! Ta część czekoladowa jest tak pyszna, że następnym razem zrobię chyba całą babkę czekoladową w ten sposób :) I obleję czekoladą! To będzie czekoladowa rozpusta...

A póki co babka marmurkowa, z przepisu podpatrzonego tu.




Cytuję za oryginałem

Składniki
  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 1 i 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 225 g miękkiego masła
  • 1 szklanka drobnego cukru
  • 4 duże jajka
  • pół łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • pół szklanki mleka
  • 120 g gorzkiej czekolady

Wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową.

Wykonanie
Mąkę i proszek przesiać, wymieszać z solą. Masło ubić mikserem na najwyższych obrotach do otrzymania puszystej, jasnej masy (około 3 minut). Dodać cukier i dalej ubijać (2 - 3 minuty). Dodawać jajka, po kolei, miksując po każdym dodaniu. Masa pod koniec może się lekko zwarzyć, ale nie ma to wpływu na efekt końcowy. Dodać wanilię i zmiksować.
Zmniejszyć obroty miksera i dodawać mąkę na przemian z mlekiem, miksując tylko do wymieszania się składników.
Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej. Ciasto podzielić na pół, do jednej części dodać czekoladę, wymieszać łyżką.
Formę o wymiarach 29 x 11 cm (ja piekłam w formie na babkę) wysmarować masłem, dno wysypać bułką tartą. Nakładać na zmianę to jasną to ciemną masę. Po wyłożeniu, widelcem zrobić w cieście zygzaki.
Piec w temperaturze 160ºc przez około 70 - 80 minut, do tzw. suchego patyczka (wszystko zależy od rodzaju foremki i od piekarnika, ja musiałam piec dużo dłużej).
Ja dodatkowo oblałam moja babkę lukrem (cukier puder wymieszałam z mlekiem i paroma kroplami likieru amaretto) i posypałam posiekaną czekoladą.
Smacznego!

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Babka czekoladowa


To była jedna z tych babek, którą upiekłam na święta, i  jedna z tych, które rozdałam znajomym. Miałam bardzo ambitny plan wstawić ten przepis jeszcze przed świętami, ale tak mi się przydarzyło, że... nie miałam internetu! Właśnie przed świętami, kiedy chciałam podzielić się tym, co stworzyłam i kiedy sama potrzebowałam przepisów do tworzenia! Cóż, przynajmniej nie spędziłam tego czasu przed komputerem.

Co mogę powiedzieć o babce? Wyszła dobra. Po prostu. Bez zachwytu, bez rozczarowań. Po prostu babka taka o. Polecam do kubka gorącej herbaty :)
Z tych składników wyjdą dwie babki średniej wielkości lub jedna duża baba. Ja zrobiłam jedną babkę i parę babeczek



Inspiracja stąd.

Składniki

  • 2 1/2 szkl mąki
  • ½ szkl kakao
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • szczypta soli
  • ½ szkl mleka
  • ½ szkl śmietany (18%)
  • 1 szkl masła
  • 1 i ½ szkl cukru (dałam 1 szkl)
  • 4 jajka
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
  • orzechy - opcjonalnie

Polewa
  • 50 g czekolady (zaw. kakao 75%)
  • 2 łyżki masła
  • 1/4 szkl. mleka

Wykonanie

Nagrzać piekarnik do 180 stopni Celsjusza. Przygotuj formę (bądź formy, bo ciasta wyjdzie dość dużo).
Wymieszać razem mąkę, sodę, sól, i kakao. Osobno w małej miseczce wymieszać mleko i śmietanę.
Utrzeć masło z cukrem, aż będzie jasne i puszyste. Wbijać pojedynczo jajka ciągle ucierając, dodać aromat. Zmniejszyć obroty miksera i dodawać mieszankę mączną na zmianę z mieszanką mleczną. Na końcu dodać do masy orzechy (opcjonalnie, ja nie dadałam)
Przełożyć ciasto do formy. Piec ok 60 minut – trzeba sprawdzać patyczkiem (ja piekłam dłużej)
Wyciągnąć z piekarnika i zostawić do ostudzenia w formie. Po ok 15 minutach wyciągnąć z formy i zostawić do całkowitego ostudzenia.

W celu zrobienia polewy wrzucić czekoladę, mleko i masło do małego garnuszka i na małym ogniu, stale mieszając czekać aż się wszystko rozpuści i połączy.

Gdy ciasto ostygnie, polać polewą.

Smacznego!



niedziela, 10 kwietnia 2011

Rożki waniliowe



Dawno drobnych ciasteczek nie było! A to błąd, jako że ja takie drobne słodkości do kawy/ herbaty uwielbiam.
A te rogaliki robi się bardzo łatwo, bardzo przyjemnie i bardzo smacznie. Już wiem, że nie lubię formować ich kształtu (właściwie to odkryłam to już w dzieciństwie!), ale czego się nie robi dla ciasteczek :)


Właściwie, to byłyby całkiem zwykłe rogaliki, jakich wiele, ale dzięki dodatkowi budyniu, stają się nieco bardziej niezwykłe :) Są bardziej waniliowe i bardziej kruche. Tak inaczej kruche (co mi się bardzo spodobało). A w dodatku mają słodki akcent w postaci czekolady na końcówkach i myślę, że to dopełnia całości. Bez tego byłyby takie... nudne. Przy napadzie chęci na formowanie ich kształtu, z pewnością je jeszcze upiekę :)




Przepis stąd.

Składniki
  • 220 g mąki pszennej
  • 120 g miękkiego masła
  • 100 g cukru (można dać mniej, są dość słodkie)
  • 1 opakowanie budyniu waniliowego bez cukru (można zamiast dodać zmielone orzechy laskowe lub zmielone migdały, w ilości 100 g)
  • 2 żółtka
  • 2 łyżki mleka
  • pare kropel aromatu waniliowego



Wykonanie
Wszystkie składniki wymieszać i ugnieść. Kawałki ciasta rozwałkować cienko, formować nieduże rożki - grubsze w środkowej części, zagiąć.
Układać na blaszce posmarowanej margaryną i piec w temperaturze 180 stopni około 12 minut. Wystudzić, posypać cukrem pudrem lub polać czekoladą.

Smacznego!

niedziela, 3 kwietnia 2011

Tarta z owocami


Owocowa eksplozja wiosny! Wiosenna eksplozja owoców! Nie mogłam się już doczekać na zrobienie (i zjedzenie!) tej tarty. Pewnie, że w zimie też jest dostęp do owoców, ale to dopiero teraz mam na nie tak naprawdę ochotę. Tak, żeby było lekko, świeżo i wiosennie!


Ta tarta oprócz tego, że ładnie wygląda (myślę, że te kolory są naprawdę urocze :)), to smakuje... niebiańsko! Nie spodziewałam się, że połączenie mało słodkiego ciasta, gęstego budyniu i owoców, da aż taki efekt. Jednakże nieskromnie muszę stwierdzić, że wszystkie kupne tarty i babeczki tego typu mogą się schować, bo moje dzieło jest lepsze ;) Ot to!



Przepis na spód znalazłam tu. Reszta, to moja wesoła twórczość. Przepis podaję z moimi drobnymi zmianami

Składniki na spód
  • 195 g mąki pszennej (1 szklanka z kopcem) - dałam pół na pół z mąką razową
  • 2 łyżki cukru pudru
  • 115 g masła
  • 1 żółtko
  • 1 łyżka soku z cytryny

Ponadto
  • 1 opakowanie budyniu waniliowego (41 g)
  • 1 1/4 szklanki mleka
  • ok. 4-5 łyżek konfitury/ marmolady/ dżemu (dałam marmoladę wieloowocową)
  • 1 i 1/2 jabłka średniej wielkości
  • 1 pomarańcza
  • 1 kiwi
  • winogrona


Wykonanie

Składniki na kruchy spód wyrobić (konsystencja ma przypominać kruszonkę). Zawinąć w folię i schłodzić w lodówce przez ok. 30 minut.
Po wyjęciu ciasta z lodówki wcisnąć je w dno formy na tartę z wyjmowanym dnem (o średnicy 24 cm), wysmarowanej wcześniej masłem i wysypanej kaszą manną (u mnie foremka silikonowa, ale nie polecam. Forma z wyjmowanym dnem nada się duuużo lepiej). Wyrównać, ponakłuwać widelcem. Na ciasto wyłożyć papier do pieczenia, a następnie na papier wysypać kulki ceramiczne, które obciążą ciasto (może być też fasola, ryż). Tak przygotowane ciasto piec w temperaturze 200ºC przez 15 minut. Następnie papier usunąć, piec zbrązowienia spodu. Zostawić do ostygnięcia.
W czasie pieczenia się spodu przygotować budyń zgodnie z przepisem na opakowaniu, jednak na mniejszej ilości mleka - 1 i 1/4 szklanki. Zostawić do ostygnięcia.
W czasie kiedy spód i budyń stygną pokroić owoce. Można użyć jakichkolwiek owoców się chce - można pobawić się zestawieniami kolorów i smaków. Pełna dowolność.
Na ostygniętym spodzie rozsmarować cienką warstwę marmolady/ dżemu/ konfitur. Na to wyłożyć budyń, a na budyniu poukładać owoce - i tu znowu można się pobawić i ułożyć kawałki owoców na milion różnych sposobów :)
Na tym właściwie koniec, jednak żeby owoce nie wysychały dobrze jest posmarować je czymś jeszcze. Można użyć do tego niewielkiej ilości dżemu (najpierw podgrzać i roztopić, a następnie pędzelkiem posmarować owoce) lub rozpuszczonej galaretki (i ja tak zrobiłam - w ok. 1/2 szklanki wody rozpuściłam trochę galaretki [użyłam pomarańczowej], a po jej ostygnięciu posmarowałam wierzch tarty).

Smacznego!


poniedziałek, 28 marca 2011

Ciasto na śmietanie z jabłkami


Bardzo lubię ciasta robione na bazie śmietany. Są takie delikatne, wilgotne, puszyste i lekkie. I pyszne w dodatku :)
A najlepsze w tym cieście jest to, że robi się je szybko!

Tak sobie myślę, że już od jakiegoś czasu wszystko, co robię, robię "na szybko". Spotkania umówione na szybko, teksty na szybko napisane, szybkie rozmowy, szybki (i krótki - o zgrozo) sen, szybkie dania, jedzone na szybko (ostatnimi czasy głównym miejscem spożywania przeze mnie posiłków są autobusy i tramwaje. Pozdrawiam współpasażerów!), a w końcu i szybkie wypieki. Może lepiej tak "na szybko" niż wcale? Czekam na chwilę, kiedy będę miała na tyle czasu, że bez wyrzutów sumienia upiekę jakieś maksymalnie czasochłonne ciasto, które później ozdobię bardzo dokładnie (na co nigdy mi ów pędzący czas nie pozwala).
Cóż, kiedyś to nastąpi. Nie teraz, to później!

A póki co lekkie ciasto, kolejne z serii "wrzuć wszystko do miski i wymieszaj" (ale czyż takie nie są właśnie najlepsze?). Na górę położyłam jabłka z cynamonem, jako że uważam, że to kolejne z niebiańskich połączeń smakowych. Już niedługo chyba czas na jakąś szarlotkę :)



Składniki

  • 1/4 szklanki miękkiego masła
  • 1/3 szklanki cukru
  • 1 jajko
  • 1/2 szklanki kwaśnej śmietany (dałam 18%)
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
  • 1 szklanka mąki
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • szczypta soli

dodatkowo
  • 2 nieduże jabłka
  • 2 łyżki brązowego cukru
  • 1 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 2 łyżki zimnego masła
  • 4 łyżki mąki
  • 3 łyżki cukru


Wykonanie


Jabłka obrać i pokroić na małe kawałki. Wymieszać z cukrem i cynamonem, odstawić.
Do zrobienia kruszonki, wymieszać dobrze palcami masło mąkę i cukier. Powstałe ciasto ma mieć :grudkowatą" konsystencję i łatwo się kruszyć (ale nie rozsypywać jak grudki piasku). W razie potrzeby dodać więcej mąki/ masła/ cukru. (Jak widać, moja kruszonka była bardzo maślana i lekko się rozpłynęła :))
Rozgrzać piekarnik do 170 stopni C.
W misce utrzeć razem masło i cukier. Dodać jajko, śmietanę i aromat. Dobrze wymieszać. W osobnej misce wymieszać razem mąkę, proszek do pieczenia, sodę i sól i dodać masy. Wymieszać do połączenia się składników.
Wylać ciasto do przygotowanej kwadratowej formy o boku dł. 20 cm. (ale myślę, że powinna być większa - moje ciasto wyszło baardzo wysokie). Na górę rozłożyć równo jabłka. Całość posypać kruszonką.
Piec w rozgrzanym wcześniej piekarniku przez ok 40 minut lub do "suchego patyczka".

Smacznego!

czwartek, 24 marca 2011

Tort czekoladowy



...z kremem na bazie śmietany o smaku wiśni! Muszę przyznać, że nigdy nie lubiłam tortów. Zawsze wydawały mi się jakieś takie za ciężkie, "mulące" i zapychające. Może to przez tłuste maślane masy, albo niesamowicie alkoholowe ciasto? I pomimo, że ze względu na moje "tortowe skrzywienie", torty, które piekła mi babcia na moje urodziny były absolutnie leciutkie (głównie na bazie ptasiego mleczka), to i tak przełamać jakoś się nie mogłam. I tak było aż do momentu aż sama zaczęłam je piec.

Tort, który miałam upiec tym razem, miał być szybki (jak zawsze ścigam się z czasem), lekki i pyszny. Szybki był bardzo, lekki też (inaczej nie pokazałabym go światu!), a pyszny? Jak stwierdziły osoby jedzące go - "genialny!" I ja skromnie nie zaprzeczę :)

Nie lubię piec biszkoptów (nie mam chyba cierpliwości do ubijania białek), więc upiekłam go z innego ciasta, bez jajek. Wyszło miękkie i aromatyczne. Masę zrobiłam na bazie śmietany z galaretką wiśniową. W końcu połączenie smakowe czekolady i wiśni jest absolutnie idealne!



Składniki i wykonanie

Ciasto:

  • 2 szklanki mąki
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1 1/2 szklanki mleka
  • 1/3 szklanki oleju
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 3 łyżki kakao
  • kilka łyżek dżemu/ marmolady/ konfitur (dałam marmoladę wieloowocową)
Nagrzać piekarnik do 170 stopni C.
Wymieszać ze sobą wszystkie "suche" składniki, w drugiej misce wymieszać wszystkie "mokre". Dodać suche do mokrych i dokładnie wymieszać. Przelać do tortownicy o średnicy 22-24 cm.
Piec w nagrzanym piekarniku przez ok. 50 minut lub do "suchego patyczka".
Wyciągnąć i wystudzić.



Krem:
  • 30 ml śmietanki 30%
  • 1 galaretka o smaku wiśniowym
Galaretkę rozpuścić w 1/3 szkl. wody i zostawić do napęcznienia. W tym czasie ubić śmietanę na sztywną (najlepiej, żeby była schłodzona). Napęczniałą galaretkę podgrzać (najlepiej w kąpieli wodnej), aż całkowicie  się rozpuści i będzie płynna. Do galaretki wmieszać ubitą śmietaną, dodając ja po łyżce. Krem odstawić do schłodzenia do lodówki na min. 30 minut.



Wystudzone ciasto przekroić na 3 części. Każdą z części posmarować kremem (ciasto jest na tyle wilgotne, że nie ma potrzeby, żeby je dodatkowo nasączać. Jednak jeśli ktoś chce, to jak najbardziej może) i przykryć blatem ciasta. Odstawić do schłodzenia, żeby krem już całkowicie stężał.



Polewa:
  • 100 g czekolady o zaw. 70% kakao
  • 30 ml śmietanki 30%
  • 1 łyżka masła
W garnuszku na małym ogniu podgrzać śmietankę, rozpuścić w niej połamaną czekoladę i masło, wymieszać. Gdy lekko wystygnie, polać nią tort.

Do dekoracji użyłam startej białej czekolady, jednak równie dobrze można użyć, orzechów, wiórków kokosowych, czy czego tylko chcemy.

Odstawić do zastygnięcia polewy. I gotowe!

Smacznego!

niedziela, 20 marca 2011

Pączki pieczone


Z przerażeniem zdałam sobie dziś sprawę z tego, jak dawno nie zamieściłam tu żadnego przepisu! W czasie sesji byłam pewna, że nie mam na nic czasu, ale teraz już wiem, że byłam w wielkim błędzie i żyłam w niesamowitej wręcz nieświadomości - to właśnie TERAZ nie mam na nic czasu! Dziś zaczęłam się w miarę odnajdywać w tym wszystkim, układać sobie plany działania w głowie i rozważać możliwości ich wykonania. Czyli nie jest źle :)

I tak oto znalazłam w końcu aparat i mogłam zgrać wszystkie zdjęcia moich dzieł kulinarnych, które czekają grzecznie na opublikowanie. Na początek zaległy i krzyczący z niecierpliwości przepis na pączki. Nietrudno się chyba domyślić, kiedy owe pączki powstały :)

I na początek muszę powiedzieć (żeby nie było żadnych wątpliwości), że pączki te bynajmniej NIE przypominają tradycyjnych smażonych w głębokim tłuszczu pączków, do których wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni. To raczej lekkie bułeczki z pysznym nadzieniem w środku.
Po drugie - te pączki są cudowne! Zapomnijcie o TYCH, które piekłam wcześniej, te o których piszę teraz są milion razy lepsze! Są dużo bardziej miękkie, nie wysychają tak szybko (czego niestety nie mogę powiedzieć, o tych wcześniejszych), są niesamowicie delikatne i (na serio) rozpływają się w ustach. Kocham, kocham, kocham! Pasują zarówno jako lekkie ciastka do kawy i herbaty (mmmm...), albo jako nieduża przekąska w ciągu dnia.

Samo ciasto wyrabia się bardzo dobrze. Nie jest to jednak ciasto, z którego można by zrobić drożdżowe rogaliki - jest zbyt miękkie i "zlewające się" (zapewne dlatego są takie delikatne). Na bułeczki, pączuszki itp. jest natomiast idealne.



Inspiracja stąd.

Składniki
  • 1/4 szklanki letniej wody
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka suchych drożdży
  • 2 1/2 szklanki mąki
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 1/4 szklanki cukru
  • 3 łyżki stopionego masła
  • 1 jajko
  • 3/4 szklanki letniego mleka
Dodatkowo
  • marmolada - u mnie różana
  • lukier
  • brązowy cukier
  • cynamon

Wykonanie

W małej miseczce wymieszać drożdże, 1 łyżeczkę cukru i 1/4 szklanki wody. Odstawić, aż zwiększy swoją objętość i się "spieni".
W dużej misce wymieszać mąkę, sól i pozostały cukier. Wlać wyrośnięty zaczyn drożdżowy, roztopione masło, jajko i mleko. Wyrobić ciasto przez ok. 15 min. - ma być elastyczne, miękkie i nie przyklejać się do ręki (do wymieszania składników można też użyć - przynajmniej na początku - łyżki). Uwaga - ciasto będzie bardzo miękkie i klejące, ale nie trzeba się tym przejmować, tylko cierpliwie wyrabiać, podsypując ewentualnie mąką.
Przykryć ciasto ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia (powinno podwoić swoją objętość) na ok. 1 godzinę. 
Po wyrośnięciu przełożyć ciasto na oprószony mąką blat - ważne jest, żeby mieć mąkę pod ręką, jako że ciasto może okazać się bardzo klejące. Nie ugniatać ciasta. Rozwałkować je delikatnie na grubość ok 2 cm. i foremką (zanurzoną wcześniej w mące) wykrawać okrągłe pączki - ja darowałam sobie wykrawanie i formowałam kształtne kulki w rękach. Układać je na przygotowanej blaszce do pieczenia. Polecam robić małe kuleczki - pączki sporo rosną w czasie pieczenia. Odstawić takie surowe pączki do wyrośnięcia na ok. 20 min. W tym czasie rozgrzać piekarnik do 180 stopni C.
Wyrośnięte pączki posmarować odrobiną mleka  i piec  rozgrzanym piekarniku, aż uzyskają lekko brązowy kolor (ok. 10-15 minut). Zostawić do ostygnięcia na kratce.
Przygotować w tym czasie nadzienie - ja napełniałam pączki marmoladą po upieczeniu. Można też zrobić to wcześniej - przy formowania z ciasta pączków włożyć do środka trochę marmolady i już nadziane dać do upieczenia.
Upieczone i nadziane pączki można dowolnie udekorować. Ja moje polałam lukrem (wymieszałam cukier puder i odrobiną wody i aromatu waniliowego) i posypałam brązowym cukrem i cynamonem. Wyszło absolutnie pysznie!

Smacznego!